Zimowe ferie w Tatrach 2009


W dniach 16-24 01.2009 przeżyliśmy wspaniały tydzień w Tatrach, w Majerczykówce koło Zakopanego. Cała nasza grupa liczyła 21 osób, od najmłodszego Kacpra- 5 latka, po dzieci naszej szkoły, a także z gimnazjum z Warszowa i Świnoujścia. Nasi uczniowie to Szymon, Bartek, Ilonka, Karol, Piotrek, Mikołaj, Marysia i Marta. Organizatorem naszego wyjazdu była s.Gracjana.

Był to czas wielu przygód, zaczynając od podróży pociągowej, która trwała 17 godzin, to trochę ;-)… Mieszkaliśmy w prawdziwej starej chacie góralskiej, w której było tyle eksponatów góralskiej kultury, że czuliśmy się jak w muzeum. Na miejscu zastała nas cudowna zima, mnóstwo śniegu… Nie marnowaliśmy czasu, piesze, długie wycieczki, potem narty, ciepłe kolacje, nocne pogaduchy i wspólne zabawy. Atrakcją pierwszego dnia były skoki narciarskie na dużej krokwi z udziałem Adama Małysza. Niektórzy z nas byli szczęściarzami i widzieli na własne oczy….a atmosferę sportową czuliśmy wszyscy razem…W niedzielę wyruszyliśmy na Wiktorówki, do Królowej Tatr, tam była Eucharystia i tradycyjna gorąca herbata, którą zawsze szykują ojcowie dominikanie, zamieszkujący to wspaniałe miejsce. Nieco wyżej zdobyliśmy Rusinową Polanę z pięknym widokiem na wysokie Tatry….Nie zabrakło zabaw na śniegu, rzucania się kulkami, nacierania… śmiechu co nie miara;-)…

Ale tak cudownie było zaledwie trzy dni, później przyszedł wiatr halny, i nastąpiła odwilż ….Nie daliśmy się pokanać marudzeniu i wyruszyliśmy zdobywać jaskinię mylną w jednej z najpiękniejszych dolin- w Dolinie Kościeliskiej. Woda była po kostki, droga długa, a ściana stroma. Najwytrwalsi zdobyli upragniony cel, a pozostałym została ciepła karczma… Około 20 minut prześlizgiwaliśmy sięna czworaka przez szczeliny, tunele jaskini w ciemności z latarkami w ręku i z drżeniem serca i z gęsią skórką…Napotykalśmy przepiękne sople wielkich rozmiarów w zagłębieniach skalnych. Trzymając się łańcuchów, przechodziliśmy ostatnią półkę skalną w kierunku wyjścia…Przeżyliśmy!!! Sukces uwieńczyliśmy dwoma czekoladami i dwoma kubkami gorącej termosowej herbaty…i już droga powrotna nie była dla nas taka mokra;-). 10 minut od domu mieliśmy zjazdy narciarskie, więc każda wolną chwilę wykorzystywaliśmy na sportowe wariacje, które były nasza radością. A ostatni dzień spędziliśmy na tradycyjnych zakupach i włóczęgach po Krupówkach oraz zaliczyliśmy zakopiańskie kino, gdzie uśmialiśmy się na Madagaskarze 2.

wróć